Dobra dzisiaj zbieram się w sobie i zapraszam Jankównę (ach ten polski;***)na randkę. Akurat mamy lekcje za chwilę siedzieć razem na lekcji.
~~lekcja~~
Podałem jej liścik, który brzmiał:
Pójdziesz dzisiaj ze mną na randkę?
O 17:00. Przyjadę po ciebie.
Zdziwiło mnie, a na moją twarz wpełzł uśmiech, kiedy odpisała:
Tak :***
~~czas randki~~
Ja ubrany tak:
Ona wyglądała tak:
Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do auta. W aucie zawiązałem jej oczy. Wysiadając wziąłem ją na ręce i zaprowadziłem w miejsce randki. Wyglądało mniej więcej tak:
Po zjedzeniu kolacji, ja wstałem i zacząłem swój monolog:
- Kocham cię, kochałem i kochać będę. Jeśli uronisz łzę, otrę ją. Jeśli źle się poczujesz, tylko zadzwoń, a ja zjawię się od razu. Jesteś dla mnie jak powietrzę. Jak ogień dla zapalniczki. Jak woda dla studni. Dopełniasz mnie pod każdym względem i dlatego chcę się zapytać. Czy zostaniesz moją dziewczyną?
- Tak - i rzuciła mi się na szyje i pocałowała.
- Moim prezentem jest ten naszyjnik. Ja będę nosić jedną część, a ty drugą. Do puki się kochamy nośmy je.
- Dziękuje - i znowu mnie pocałowała.
- Idziemy na spacer?
- Moglibyśmy.- wziąłem za rękę moją dziewczynę, jak to pięknie brzmi, i poszliśmy na spacer po plaży przytuleni do siebie.


.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz